niedziela, 10 lutego 2013

RESTAURACJA LARC - OWOCE MORZA NA NAJWYŻSZYM POZIOMIE

Długo zwlekałam z odwiedzeniem Restauracji Larc, która mieści się na ul. Puławskiej 16 na warszawskim Mokotowie. Być może musiałam dorosnąć do takiej restauracji - czyli naprawdę eleganckiego miejsca. Skusiłam się w pierwszą sobotę lutego, na drugą już edycję akcji "owoce morza jesz ile chcesz za 99 zł ". Z owocami morza miałam do czynienia głownie w Hiszpanii gdzie próbowałam wszystkich jakich się dało by poznać nowe smaki i byłam bardzo ciekawa jakie będzie porównanie z tymi serwowanymi w Warszawie.

Restauracja Larc specjalizuje się w kuchni francuskiej, autorem dań jest szef kuchni Marcin Legat, a w karcie oprócz owoców morza znajdziemy typowo francuskie dania takie jak zupa cebulowa czy creme brulee. W Warszawie słynie z dużego wyboru ostryg i dań z homara. Wita nas bardzo sympatyczna obsługa i eleganckie, ale miłe i przyjemne wnętrze. Jest kameralnie, a każdy szczegół wnętrza dopracowany. Mimo moich wcześniejszych obaw nie jest sztywno, można się spokojnie zrelaksować.

fot. Monika Leszczyńska, źródło Facebook
fot. Monika Leszczyńska, źródło Facebook
W sobotę z owocami morza w cenie 99 zł jest 7 dań do wyboru, które możemy zamawiać w nieograniczonej ilości. Moje pierwsze danie to ostrygi ( można zamawiać też pieczone, co zrobię następnym razem ). Nigdy nie jadłam ostryg, co było dla mnie naprawdę niezwykłą przygodą kulinarną, dlatego na pierwszy raz zamówiłam w wersji surowej, żeby poczuć ich prawdziwy smak. Na początek dwie :) Trochę się denerwowałam bo mimo,że czytałam jak się do nich zabrać nie byłam pewna, szczególnie, że w moich wyobrażeniach były znacznie mniejsze niż na talerzu. Na szczęście wszystko zostało mi dokładnie wytłumaczone, wiec nie musiałam się stresować. Tu ogromny plus dla całej załogi restauracji, za życzliwość i pomoc praktycznie przy każdym daniu, nie trzeba się bać wyjątkowo dbają o klienta, ale nie w taki nachalny sposób, tylko w taki, że czujemy, że cały czas ktoś o nas dba a jednocześnie nie jest natrętny, byłam pod ogromnym wrażeniem. Wracając do ostryg, bardzo cieszę się, że zjadłam dwie, choć muszę przyznać, że było ciężko ze względu na ich widok na widelcu... ale dałam radę i jestem z siebie dumna. Podobno pierwszy raz jest najgorszy, wiec jeszcze kiedyś zrobię drugie podejście, ale tego dnia dwie mi zdecydowanie wystarczyły :) Smak jedyny w swoim rodzaju, każdy chyba musi spróbować sam bo ciężko go opisać.




Następnym daniem był kociołek z małżami, krewetkami i ośmiorniczkami baby. Kociołek był ogromny, owoce morza w pysznym sosie. Najwięcej małży, ale ku mojemu zaskoczeniu i aż głupio mi przyznać, ale były to zdecydowanie moje najlepsze małże w życiu. Jadłam lepsze i gorsze, głownie za granicą, ale te były niesamowite. Poważnie, nigdy, nigdzie nawet w Hiszpanii nad samym morzem nie jadłam lepszych. Kociołek był moim drugim daniem i właściwie już po nim byłam najedzona :) Ośmiorniczki też bardzo dobrze zrobione, czyli lekko chrupiące takie jak lubię. Niestety zdjęcie kociołka mimo wielu prób nie chciało wyjść dobrze, ale zapewniam, że sposób jego podania i wygląd w rzeczywistości rewelacja.


Mocno już najedzona, otrzymałam moje trzecie danie - krewetki podane w gorącej oliwie z przyprawami takimi jak czosnek. Krewetki lubię jak chyba większość osób najbardziej, a taki sposób podania jest moim ulubionym więc miejsce w brzuchu jeszcze się znalazło. Co tu dużo mówić, danie idealne, pyszne i jeśli ktoś nie miał okazji to polecam wszystkim. Równie dobrze smakuje bagietka maczana w oliwie z przyprawami. Nic dodać, nic ująć kolejny plus :)


Mocno już najedzona, bardzo żałuje, ale byłam w stanie zjeść jeszcze tylko jedno danie. A przypominam, że wszystkie 7 można zamawiać w dowolnej ilości ! Dlatego proponuję nic nie jeść dzień wcześniej, zarezerwować dużo czasu i delektować się wszystkimi daniami. Myślałam o kalmarach podanych w taki sposób jak krewetki, ale dałam się namówić na coś zupełnie innego czyli małże razor podane razem ze smażonymi sardynkami ( na szczęście bez głowy, bo takie jadłam wcześniej i wizualnie średnio mi się podobały :). Małże razor są wyjątkowo rzadko spotykane w polskich restauracjach, więc jest to rarytas którym może się pochwalić Restauracja Larc. Małże te są podawane bardzo świeże ponieważ są jeszcze żywe przed samym podaniem, po polaniu wodą wychodzą z muszli, a gdy ta zostanie otwarta jeszcze się ruszają... :) Wyglądają też wyjątkowo bo są podłużne, w smaku mięsiste, zwane perłami wśród owoców morza, uważane za prawdziwy afrodyzjak. Całe danie prezentowało się znakomicie i tak też smakowało.


Moja osoba towarzysząca, zamówiła kaczkę ponieważ za owocami morza nie przepada a w Larc jest też spory wybór mięsa. Piersi z kaczki bardzo dobre, ładne podane, fajna kompozycja smaków z jedną uwagą - wielkość porcji jak dla mnie ok, ale dla większego faceta za mało żeby się najeść.


No i na koniec creme brulee, który miałam okazję jeść całkiem niedawno we Francji. Muszę to powiedzieć, choć wiem, że nie wszyscy mi uwierzą, ale ten smakował mi bardziej.... no i ta truskawka w środku zimy - pycha :)


Podsumowując bo naprawdę mogłabym się zachwycać jeszcze długo, jak dla mnie Larc to restauracja idealna pod każdym względem. Sobotni obiad tam był dla mnie prawdziwą przygodą kulinarną i ucztą dla podniebienia. Polecam wszystkim lubiącym dobrze zjeść, którym nie szkoda wydać trochę więcej, bo ceny są powyżej średniej warszawskiej, ale dania warte swojej ceny. Ja jeszcze wrócę na pewno na homara, który pływa w akwarium, oraz na lunch bo dania lunchowe są bardzo oryginalne i w bardzo dobrej cenie 19 zł. Już nie mogę się doczekać kolejnej wizyty - było pysznie ! Aha i szykujcie się na kolejną akcję z owocami morza - pierwsza sobota miesiąca, konieczna wcześniejsza rezerwacja, polecam !

www - http://larc.pl/
FB - http://www.facebook.com/RESTAURACJALARC?fref=ts


Alicja Jurkowska

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz